KP Polonia Bydgoszcz rocznik 2002 / 2003 - strona nieoficjalna

Strona klubowa

WYCZYN CZY AMATORSTWO

To pytanie często nurtuje rodziców dzieci wyjątkowo uzdolnionych ruchowo, ale odpowiedź jest bardzo trudna. Prawidłowa, wieloletnia droga do mistrzostwa sportowego, bardzo często już na samym początku zostaje wypaczona. Zamiast spodziewanych wyników – efekty są wręcz odwrotne.

Kompleks niespełnionego rodzica

Powszechnie wiadomo, że wielu rodziców, którzy w młodości uprawiali jakąś dyscyplinę sportową, lecz nie osiągnęli znaczących wyników, właśnie poprzez dzieci chce zrealizować swoje zawiedzione i często wygórowane ambicje.
Dzieci zmuszane są do wykonywania bardzo trudnych i całkiem nieodpowiednich dla nich ćwiczeń, często przeciążane treningiem. Pozbawia się je w ten sposób dzieciństwa, szans wszechstronnego rozwoju fizycznego i psychicznego. Liczy się tylko jeden cel – jak najszybciej wychować własnego mistrza. Komercjalizacja sportu, a co za tym idzie duże profity finansowe czołowych sportowców, często decydują o wyborze dyscypliny sportowej dla swoich dzieci, w przekonaniu, że tą drogą można zapewnić im dostatnią przyszłość.

Komitet Oszalałych Tatusiów

Niekiedy niezwykle zaangażowani rodzice tworzą wręcz grupy nacisku na trenerów czy instruktorów, żądając od nich (często skutecznie) zwiększania obciążeń treningowych do granic wytrzymałości dorosłych wyczynowców.

 

Jako trener narciarstwa z wieloletnią praktyką nieraz spotykałem się z tym zjawiskiem wizytując kluby. Humorystycznie rzecz ujmując, mówimy wtedy, że przy jakiejś sekcji dziecięcej klubu działa „KOT”, czyli „Komitet Oszalałych Tatusiów”. Największym dramatem jest to, że tym ludziom bardzo trudno cokolwiek wytłumaczyć. Oni mają wizję przyszłej kariery sportowej swoich pociech, oni je sponsorują, wspierają finansowo klub, oni kiedyś sami uprawiali sport i oni wiedzą wszystko najlepiej.

Wypalony talent

Naturalnie, efekty takiego postępowania są łatwe do przewidzenia. Dziecko szczególnie uzdolnione ruchowo rzeczywiście jest w stanie przyjąć chwilowo zwiększone obciążenia i oczywiście, także chwilowo, poprawić swoje wyniki. Podporządkowany temu działaniu jest cały system zawodów dla najmłodszych, wręcz malutkich dzieci, wzorowany na zawodach najwyższej rangi.Prowadzi się wszelkiego rodzaju rankingi, nagradza się tylko najlepszych, a media, jeżeli pojawiają się na tego rodzaju imprezach prezentują tylko „mistrzów”. Skutki takiego postępowania są niestety opłakane. Po bardzo krótkim czasie okazuje się, że grupa, która niedawno rozpoczęła szkolenie w zasadzie przestała istnieć. Ci, na siłę kreowani na mistrzów, na skutek przeciążeń fizycznych i psychicznych „wypalili się” przedwcześnie, natomiast ci, których rozwój przebiegał w sposób naturalny i początkowo przez dłuższy czas zajmowali w zawodach dalsze miejsca, zupełnie niezauważani przez trenerów i sponsorów, zniechęcili się w końcu i przestali uczestniczyć w tym dziecięcym cyrku.

Szukając talentów

Liczba „cudownych dzieci”, które osiągnęły znaczący sukces w późniejszym okresie jest równa lub bliska zeru. Zawiedzeni rodzice, a bardzo często również trenerzy i działacze „rozgrzeszają się” uznając, że zabrakło talentu i niepotrzebnie tracono czas oraz pieniądze. Całkowicie wyczerpane i zestresowane dziecko pozostaje opuszczone, a fanatycy wypatrują już nowych talentów do ekspresowego szkolenia, pozostawiając nam w spadku, zamiast medalistów olimpijskich, siedzących przed komputerami i telewizorami młodych ludzi z wadami postawy. Wszystko to jest typowym przykładem na nie.

Pozytywne przykłady

W trakcie mojej pracy na stanowisku trenera skoków narciarskich miałem okazję wielokrotnie gościć w Skandynawii i zaobserwować jak tam pracuje się z dziećmi. Szczególnie utkwiły mi w pamięci zajęcia maluchów (6-7 lat), które w większości były pod opieką rodziców. Z zaplanowanej jednej godziny zajęć zrobiły się dwie godziny fantastycznej zabawy na śniegu. Po bardzo krótkiej rozgrzewce, rozpoczęto zajęcia właściwe, polegające na zjeżdżaniu spod progu skoczni. Nie zjeżdżano wcale na nartach, a na workach foliowych z kawałkiem gąbki w środku. Zjazdy odbywały się w przeróżnych pozycjach, na brzuchu, na plecach, bokiem, pojedynczo, parami i grupkami po dwóch czy trzech.Najtrudniejszy był zjazd w pozycji kucznej. Na koniec był zjazd, w czasie którego trzeba było podjąć ze śniegu, leżący w połowie wybiegu, zawinięty w kolorowy papier, cukierek. Udało się to tylko nielicznym. Ale i tak wszyscy dostali takie cukierki i plakietkę z sylwetką skoczka, która świadczyła o przynależności do najmłodszej grupy skoczków. Zajęcia te były fantastycznym przygotowaniem do oswojenia się z szybkością, która jest podstawowym elementem skoku narciarskiego. Trzeba dodać, że uzyskiwane szybkości były duże, niektórzy dojeżdżali nawet do końca wybiegu. Dlaczego nie na nartach, a na foliowych workach? Tak jest po prostu najbezpieczniej, nie ma upadków. Przypuszczam, że następne zajęcia obejmowały już jazdę na nartach, przyjmowanie pozycji skoczka na dojeździe i w locie, lądowanie i hamowanie na wybiegu, bo kiedy po niespełna dwóch miesiącach znów mieliśmy zawody w fińskim Lahti, trafiłem już na „poważny” konkurs z udziałem tej samej grupy chłopców. Cóż to był za konkurs! Skocznia, na której można było osiągnąć najwyżej 18-20 metrów, tych metrów zaznaczonych nie miała. W odległości około 12 metrów od progu zaznaczono grubą czerwoną linię. Zadanie było proste, należało skoczyć za tę linię. Były na to trzy próby. Chyba wszystkim się udało. Zaznaczono tylko skok najdłuższy, jakieś 4-5 metrów poniżej czerwonej linii i tylko autora tego skoku ogłoszono zwycięzcą, wręczając drobną nagrodę. Wszyscy inni zajęli jakby drugie miejsce, pozostając w grupie szkoleniowej na równych prawach i wszyscy otrzymali słodycze. Następny konkurs miał się odbyć na innej skoczni, czerwoną linię przesunięto o metr niżej. Fantastyczna sprawa! Grupa trzyma się razem i nikt z rodziców nie szaleje z radości lub złości.

Uczmy się od najlepszych

Tylko naśladować i nie dziwić się, dlaczego Finowie mają tak wielu doskonałych skoczków. Inny przykład fińskiego działania. Złoty medalista ZIO w 1980 roku, w Lake Placid w skokach na dużej skoczni, 29-letni wtedy Juko Toermanen po raz pierwszy w życiu wygrał zawody. Przedtem mieścił się w grupie, osiągał dobre wyniki, ale konkursu nie wygrał, nawet w zawodach młodzieżowych. Zwyciężył po raz pierwszy i zakończył karierę sportową. To przykład długoletniego zaufania do zawodnika, który utrzymuje się stale w wysokiej formie, musi w końcu kiedyś wygrać. W tym przypadku zaprocentowało to złotym medalem olimpijskim.

Patrz daleko przed siebie...

Planując szkolenie dzieci i młodzieży w systemie sportu wyczynowego należy przede wszystkim opracować wieloletni program. Cały proces podporządkowany musi być regułom i zasadom działania, nie może być prowadzony „na dziko” i „na skróty”, bo w ten sposób zmarnowano już niejeden talent. W dyscyplinach technicznych, od samego początku konieczne jest wdrażanie nawyków poprawnej techniki i precyzji wykonania. W przeciwnym razie może zaistnieć zjawisko „siła razy błąd”, które jest hamulcem dalszego postępu.

...działaj według planu

Jednym z podstawowych warunków prawidłowego szkolenia w każdej dyscyplinie jest jego etapizacja, a cele szkoleniowe poszczególnych etapów przedstawiają się następująco:

  1. Etap szkolenia wszechstronnego – rozwijanie potencjału ruchowego, wyposażenie wychowanka w bogaty zasób umiejętności ruchowych, rozpoznanie kierunkowych uzdolnień i zainteresowań sportowych.
  2. Etap szkolenia ukierunkowanego – kierunkowe rozwijanie sprawności fizycznej, kształtowanie i rozpoznanie specjalnych zainteresowań i predyspozycji, profilowanie potencjału ruchowego jako bazy prognozowanej specjalizacji.
  3. Etap szkolenia specjalistycznego – kształtowanie i doskonalenie mistrzostwa sportowego w danej specjalizacji.

Myśl i wyciągaj wnioski

Planowanie treningu musi uwzględniać potrzebę logicznego zróżnicowania pracy na każdym z wyróżnionych etapów. A jaką drogę sportową mogą obrać ci, którzy poświęcili wiele czasu, często nawet lat, na osiągnięcie mistrzostwa, ale z różnych przyczyn nie osiągnęli go? 
Ogromnym błędem byłoby definitywne odejście od życia sportowego. Właśnie dla nich powstał bardzo bogaty we wszelkiego rodzaju zawody sportowy ruch amatorski. Cały system zawodów masowych, to doskonałe miejsce dla kochających sport i chcących nadal się w nim realizować. Zdarzają się też przypadki odwrotne, że właśnie z amatorskiego ruchu wywodzili się przyszli mistrzowie sportu wyczynowego. Poziom tego rodzaju zawodów często jest bardzo wysoki. Chcąc być liczącym się uczestnikiem i zajmować czołowe lokaty, trzeba systematycznie trenować i nadążać za nowymi metodami treningowymi. Niemałe znaczenie ma także w miarę dobry i nowoczesny sprzęt. Ta forma sportu wymaga poważnego zaangażowania, czasu oraz wydatkowania pewnych sum pieniędzy. Coraz częściej temu ruchowi towarzyszy zainteresowanie poważnych sponsorów oraz mediów.

Sport to zdrowie

Co zaproponować pozostałym? Nie trzeba udowadniać, jak ogromne znaczenie dla życia człowieka i rodziny ma sport, sport, który powinien stać się sposobem na życie. Aktywny wypoczynek ma kolosalny wpływ na zdrowie nasze, naszych rodzin, całego społeczeństwa. Szczególnie ważne podtrzymywanie aktywności sportowej w całej rodzinie, wtedy dzieci uczą się od rodziców nie tylko podstawowych umiejętności, ale przejmują od nich wzorce na przyszłość. Cieszy fakt, że każdego roku wzrasta liczba młodych ludzi aktywnie spędzających wolny czas. Niestety, wciąż ogromna liczba osób pozostaje na uboczu i nie ma pomysłu na życie. Właśnie ten brak pomysłu na zagospodarowanie wolnego czasu, nuda i brak środków, jest źródłem zachowań patologicznych, narkomanii i alkoholizmu. Społeczeństwo płaci zbyt wysoką cenę, by bagatelizować ten problem. Z pewnością powinny powstać organizacje, które dotrą do pozostawionej na uboczu młodzieży. Celem ich działania powinno być organizowanie wszelkiego rodzaju form życia sportowego (zawody podwórkowe, osiedlowe oraz inne formy aktywności na różnych poziomach zaangażowania i wieku). Koszty organizowania tego rodzaju działań są wielokrotnie niższe od kosztów, jakie ponosi społeczeństwo wskutek ich braku.

Tomasz Kolder
Autor jest absolwentem AWF w Warszawie, trenerem skoczków narciarskich.

Kalendarium

29

06-2017

czwartek

30

06-2017

piątek

01

07-2017

sobota

02

07-2017

niedziela

03

07-2017

pon.

04

07-2017

wtorek

05

07-2017

środa

Reklama